Strona 1 z 1
Avatar II Nie całkiem na poważnie....
#1
Napisano 05 kwiecień 2010 - 16:14
Moje opowiadanie w którym opisuje jak według mnie mogła by wyglądać druga część Avatara, jako pamiętnik Jake'a. (Może nie zgadzać się kilkoma faktami z filmem, pojawiło się już na innym forum Avatara)
1.(Wydarzenia dzieją się od znalezienia Jake'a przez Neytiri)
Neytiri musiała zaciągnąć mnie i mojego awatara do najbliższego ikrana, by dostać się później do Piekielnych Wrót. Po drodze nie spotkaliśmy nikogo. Wszędzie panowała nienaturalna cisza, która nagle przerwała Neytiri:
-Tsu’tey zginął?- Próbowałam się z nim porozumieć, ale nie odpowiadał.
Tylko przytaknąłem, nagle wyrwany z potoku myśli. Choć moje życie nie miało się teraz nagle skończyć, po raz pierwszy przeleciało mi przed oczami. Tsu’tey który od początku ozięble mnie traktował, może nawet jako wroga, rywala, a po jego śmierci czuje się jakbym utracił przyjaciela…
Kurde, o czym ja tu mówię?!
-
Droga do Drzewa Dusz zajęła nam dość dużo czasu (matematycznie: dodajcie sobie wagę dorosłego Na’vi i człowieka, pomnóżcie to przez drogę i dość wolne tempo i podzielcie to przez siłę jaką Neytiri ma w rękach) Nie na temat: fajnie jest patrzeć na siebie z takiej perspektywy (ale ja jestem przystojny, już wiem dlaczego wolała mnie od tego buraka Tsu…, kurde, ale no nie będę się o zmarłym źle wyrażać).
Ale dotarliśmy na miejsce, zebrały się tłumy opatrując rannych, pocieszając płaczących. Przy pniu drzewa zebrała się dość duża grupa osób. Gdy przechodziliśmy (no dobra… MNIE NIESIONO, pasuje?!) tłum się rozchodził przed nami. Mo’at pochylała się nad kimś. Cały tył głowy zalany był krwią, a w miejscu gdzie powinien znajdować się warkocz nie było nic. Gdy Mo’at i grupka kobiet opatrzyły rany, obróciły postać na plecy. Tsu’tey. Żył bo widać było z trudem podnoszącą się i opadająca klatkę piersiową.
-
No to mogę teraz nie zostać liderem klanu. A gdyby tak zaciągnąć do środka lasu, napuścić go na głodnego Toruka… no dobra! Przecież żartuje! (Ale to z końcu dobry pomysł)
Aha, kazaliśmy przywiązać Tsu’teya do pnia jak się ocknie, żeby sobie krzywdy nie zrobił.
2. (Akcja już po filmie)
Po wygranej bitwie nikt nie miał ochoty na świętowanie. Urządzono tylko coś w rodzaju pogrzebu dla mojego ludzkiego ciała (niby pogrzeb, a tylko ja ryczałem nad ciałem, wszyscy oprócz Tsu’teya powstrzymywali się od śmiechu, chyba bali się tego, że zawsze mogę Toruka przyzwać i na nich napuścić). W końcu wszyscy poszli spać.
-
Rano, wstałem wcześniej niż inni. Przyzwawszy mojego ikrana poleciałem do Piekielnych Wrót. Mimo iż nie miałem tam już nigdy nie wracać, to ciągnęła mnie tam jakaś dziwna siła, (no dobra…, nie siła, a zapasy kawy Quaritcha). Na miejscu musiałem znaleźć Maxa, który jako jeden z niewielu wiedział gdzie znajduje się ten schowek. Gdy wyłączył lasery, miotacze ognia i piłę mechaniczną, unieszkodliwił bomby na polu minowym, wpisał kilkanaście haseł i usunął naturalnej wielkości zdjęcie Quaritcha w slipach (jeśli ktoś by dostał się aż tak daleko uciekł by od razu, ale ja jestem twardy! ). Ukazały się jeszcze drzwi pancerne na hasło, (godzinę nam zajęło zgadnięcie, poprawne brzmiało: termos) Pomieszczenie było wielkości mniejszej połowy całych Wrót. Maxa aż zatkało, a ja wziąłem się do zbierania kawy.
-
Taszcząc tyle ile mogliśmy unieść zanieśliśmy to wszystko do stołówki. Siedziało tam kilka innych operatorów awatarów, którym pozwolono zostać na Pandorze. Szczęki im opadły na nasz widok (jedna kobieta z krzesła spadła, a druga zaczęła się drzeć, że nas Quartich zabije dopóki nie przypomniała sobie, że on już nie żyje)
-
Dobraliśmy się jeszcze do zapasów alkoholu i jedzenia. Lekko przesadziliśmy, i byłem trochę wstawiony wracając do Drzewa Dusz (trochę! Zdemolowałem tylko rosnące obok drzewa rośliny, a mój ikran po tym locie uciekł gdzieś).
CDN
1.(Wydarzenia dzieją się od znalezienia Jake'a przez Neytiri)
Neytiri musiała zaciągnąć mnie i mojego awatara do najbliższego ikrana, by dostać się później do Piekielnych Wrót. Po drodze nie spotkaliśmy nikogo. Wszędzie panowała nienaturalna cisza, która nagle przerwała Neytiri:
-Tsu’tey zginął?- Próbowałam się z nim porozumieć, ale nie odpowiadał.
Tylko przytaknąłem, nagle wyrwany z potoku myśli. Choć moje życie nie miało się teraz nagle skończyć, po raz pierwszy przeleciało mi przed oczami. Tsu’tey który od początku ozięble mnie traktował, może nawet jako wroga, rywala, a po jego śmierci czuje się jakbym utracił przyjaciela…
Kurde, o czym ja tu mówię?!
-
Droga do Drzewa Dusz zajęła nam dość dużo czasu (matematycznie: dodajcie sobie wagę dorosłego Na’vi i człowieka, pomnóżcie to przez drogę i dość wolne tempo i podzielcie to przez siłę jaką Neytiri ma w rękach) Nie na temat: fajnie jest patrzeć na siebie z takiej perspektywy (ale ja jestem przystojny, już wiem dlaczego wolała mnie od tego buraka Tsu…, kurde, ale no nie będę się o zmarłym źle wyrażać).
Ale dotarliśmy na miejsce, zebrały się tłumy opatrując rannych, pocieszając płaczących. Przy pniu drzewa zebrała się dość duża grupa osób. Gdy przechodziliśmy (no dobra… MNIE NIESIONO, pasuje?!) tłum się rozchodził przed nami. Mo’at pochylała się nad kimś. Cały tył głowy zalany był krwią, a w miejscu gdzie powinien znajdować się warkocz nie było nic. Gdy Mo’at i grupka kobiet opatrzyły rany, obróciły postać na plecy. Tsu’tey. Żył bo widać było z trudem podnoszącą się i opadająca klatkę piersiową.
-
No to mogę teraz nie zostać liderem klanu. A gdyby tak zaciągnąć do środka lasu, napuścić go na głodnego Toruka… no dobra! Przecież żartuje! (Ale to z końcu dobry pomysł)
Aha, kazaliśmy przywiązać Tsu’teya do pnia jak się ocknie, żeby sobie krzywdy nie zrobił.
2. (Akcja już po filmie)
Po wygranej bitwie nikt nie miał ochoty na świętowanie. Urządzono tylko coś w rodzaju pogrzebu dla mojego ludzkiego ciała (niby pogrzeb, a tylko ja ryczałem nad ciałem, wszyscy oprócz Tsu’teya powstrzymywali się od śmiechu, chyba bali się tego, że zawsze mogę Toruka przyzwać i na nich napuścić). W końcu wszyscy poszli spać.
-
Rano, wstałem wcześniej niż inni. Przyzwawszy mojego ikrana poleciałem do Piekielnych Wrót. Mimo iż nie miałem tam już nigdy nie wracać, to ciągnęła mnie tam jakaś dziwna siła, (no dobra…, nie siła, a zapasy kawy Quaritcha). Na miejscu musiałem znaleźć Maxa, który jako jeden z niewielu wiedział gdzie znajduje się ten schowek. Gdy wyłączył lasery, miotacze ognia i piłę mechaniczną, unieszkodliwił bomby na polu minowym, wpisał kilkanaście haseł i usunął naturalnej wielkości zdjęcie Quaritcha w slipach (jeśli ktoś by dostał się aż tak daleko uciekł by od razu, ale ja jestem twardy! ). Ukazały się jeszcze drzwi pancerne na hasło, (godzinę nam zajęło zgadnięcie, poprawne brzmiało: termos) Pomieszczenie było wielkości mniejszej połowy całych Wrót. Maxa aż zatkało, a ja wziąłem się do zbierania kawy.
-
Taszcząc tyle ile mogliśmy unieść zanieśliśmy to wszystko do stołówki. Siedziało tam kilka innych operatorów awatarów, którym pozwolono zostać na Pandorze. Szczęki im opadły na nasz widok (jedna kobieta z krzesła spadła, a druga zaczęła się drzeć, że nas Quartich zabije dopóki nie przypomniała sobie, że on już nie żyje)
-
Dobraliśmy się jeszcze do zapasów alkoholu i jedzenia. Lekko przesadziliśmy, i byłem trochę wstawiony wracając do Drzewa Dusz (trochę! Zdemolowałem tylko rosnące obok drzewa rośliny, a mój ikran po tym locie uciekł gdzieś).
CDN
#2
Napisano 05 kwiecień 2010 - 16:19
fajne.
Umieść to na avatar fanfick, o ile masz tam konto jak nie masz to załóż
Umieść to na avatar fanfick, o ile masz tam konto jak nie masz to załóż

Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu. To, że po Koniunkcji Sfer ludzie nauczyli posługiwać się magią, jest przekleństwem i zgubą świata. Zgubą ludzkości. I tak jest. Ci, którzy uważają magię za Chaos, nie mylą się.
Yennefer z Vengerbergu do Ciri podczas nauki w Ellander.
#4
Napisano 05 kwiecień 2010 - 19:12
Użytkownik mandero dnia 05 kwietnia 2010 - 17:08 napisał
Miało być śmiesznie, nie wyszło. Rób więcej.
Mi się podobało, chociaż szczerze mówiąc troche zbyt prześmiewcze; no chyba że potraktować to jak parodia. O! Właśnie- potraktuj to nie jak ciąg dalszy, tylko jako parodie; wtedy to bęzie super

"- Hmm... Ale teraz... Ludzi jest przecież dużo więcej niż... Niż was.
- Bo mnożycie się jak króliki- zgrzytnął zębami krasnolud.- Nic, tylko byście chędożyli, w kółko, bez wyboru, z kim popadło i gdzie popadło. (...) To i masz szczerą prawdę i wierną historię świata, którym włada ten, kto sprawniej rozłupuje innym czaszki i w szybszym tempie nadmuchuje baby. (...)
- Yarpen- rzekł zimno Geralt, podjeżdżając do nich na Płotce- Powściągnij się nieco, jeśli łaska, w doborze słów.
A. Sapkowski
#5
Napisano 06 kwiecień 2010 - 10:00
Normalnie bomba , napisz książkę ,tylko jedno niedopatrzenie może moje może twoje.
Na filmie było pokazane jak Neytiri nie umiała unieść Jacke'a a ty pisałeś że niosła ich 2 hmmm.
Ale i tak kawał roboty , jak byś chciał coś więcej wymyślić to napisz, chętnie Ci pomogę mam wiele pomysłów w głowie
PS: Wcale tego nie uważam za parodie w końcu Jacke jest facetem i te jego komentarze są jak najbardziej na miejscu.
Na filmie było pokazane jak Neytiri nie umiała unieść Jacke'a a ty pisałeś że niosła ich 2 hmmm.
Ale i tak kawał roboty , jak byś chciał coś więcej wymyślić to napisz, chętnie Ci pomogę mam wiele pomysłów w głowie
PS: Wcale tego nie uważam za parodie w końcu Jacke jest facetem i te jego komentarze są jak najbardziej na miejscu.
Je adore voir tu beau yeux .
I love looking in your beautiful eyes.
Me encanta ver tus hermosos ojos
Oel ngeyä lora menarit tse'eia
Strona 1 z 1


Wszystkie prawa autorskie Avatar należą do 20th Century Fox