Avatar fanfiction Opowiadania napisane przez fanów.
#22
Napisano 11 kwiecień 2010 - 20:31
„Pielgrzym”
Przestrzeń kosmiczna – najbardziej mroczne i nieprzyjazne człowiekowi miejsce do życia stało się moim domem na 6 długich lat. Nic nie znaczący szmat czasu.. mgliste wspomnienie – ślad na piasku który zaciera pierwszy lepszy podmuch wiatru. Stałem się ofiarą kosmicznego pustkowia, gdzie granica między dniem a nocą się zaciera, sen staje się jawą, a marzenie jest równe realne jak rzeczywistość.
Życie na statku śmiało można nazwać piekłem. Pracuje 17 godzin które mija jak 17 minut. Zmęczenie w kocu wyrywa cię z objęć świadomości i oddaje w niewolę snu. Każdy dzień jest taki sam. Popadasz w rutynę. Żadne działanie nie ma większego znaczenia dla ciebie, a mimo to jest przykrą koniecznością. Co jakiś czas czas mija cię znajoma twarz, a ty ją ignorujesz, bo śpieszno ci do twoich zajęć, bo trzeba tą krypę utrzymać w kupie do końca podróży. Z rozpaczy drapiesz wieko tej stalowej trumny a w międzyczasie pożerasz papkę którą każą ci nazywać jedzeniem. Choć z każdym dniem cel jest coraz bliżej, odfruwasz myślami coraz dalej – hen tam, za horyzont, gdzie dotąd nikt nie zaglądał, gdyż zaślepiał go czubek własnego nosa.
Ostatnio dużo czytam. Tylko dzięki temu nie oszalałem. Te wszystkie książki, o bajecznej Pandorze... tak bliskiej, a zarazem tak obcej... podobno jest to najcudowniejsze miejsce na jakim stanęła ludzka stopa. Ostatni raz uczyniła to sześćdziesiąt lat temu, kiedy to zostali wygnani przez obcą rasę zwaną Na'vi dzięki pomocy ludzi. Jeżeli raz zostaliśmy wygnani, to dlaczego w ogóle rozważono powrót na tamten niebezpieczny świat biorąc pod uwagę, że nie jesteśmy tam mile widziani? Wytłumaczymy się tym „ludziom”? Powiemy im, że nasza własna planeta wyrzekła się swoich dzieci i szukamy przytułku który mógłby przyjąć nasze wypaczone ciała i umysły? Nie mamy żadnego usprawiedliwienia. Tylko dlaczego zadaję sobie te pytania teraz, a nie kiedy rozpoczęliśmy budowę „Pielgrzyma” dwadzieścia trzy lata temu?
Znałem odpowiedź. Pamiętam co wtedy czułem, kiedy ten statek budził się do życia. Zrodzony ze stali, krwi, łez i potu. Ołtarz na którym złożono ofiarę z ludzi wybitnych, uzdolnionych pod wieloma względami, a przede wszystkim, ufnych w nową lepszą przyszłość dla nich, ich jeszcze nie narodzonych dzieci. Pamiętam ich radosne twarze, zawsze uśmiechnięte, nawet po wielu godzinach ciężkiej harówki w stoczni orbitalnej. Teraz ich oczy są zamknięte, a umysły eksplorują bezkresy oceanu marzeń i fantazji który za nic ma sobie twarde reguły które rządzą naszym życiem. Brakuje mi ich śmiechu, ich niezdrowego entuzjazmu. Teraz nie mam nic oprócz wiecznej ciszy i samotności – zimny kosmos zamroził moje serce, kalkuluję wszystko chłodno i bezpłciowo jak maszyna w ludzkim ciele. Lecz teraz jestem w pełni przekonany, że moja rola w tym dramacie dobiega końca. Wywiązałem się z powierzonego mi zadania najlepiej jak potrafiłem... pora na odpoczynek...
Orbita okołoziemska, rok 2214 – dwadzieścia trzy lata temu
W mrocznym, słabo oświetlonym pomieszczeniu cztery sylwetki ludzi krzątających się z jednej strony na drugą . Metaliczny dźwięk kroków doprowadzał Alexa do szału, mimo to próbował opanować skołatane nerwy i skupić się nad zadaniem które miał do wykonania. Bębnił palcami lewej dłoni po panelu kontroli okrętu przymocowanym do fotela na którym siedział. Siedząc na samym środku miał doskonały widok na to, co się wokół niego dzieje. Ignorował głosy swoich współtowarzyszy bawiąc się dwoma czarnymi jak smoła warkoczami które uplótł z włosów rosnących za jego prawym uchem. Chciał już mieć to za sobą. Od czasu do czasu spoglądał na zgrabną figurę pani doktor, jak to miał w zwyczaju nazywać wybitnego adepta bioinżynierii, Catherine Huxley. Zawsze się zastanawiał, dlaczego wybrała tą robotę. Takie ładne dziewczyny nie pchały się do nudnej kariery naukowej która każe ślęczeć godzinami przed V-panelem. Powoli krzątanina ustawała wraz z postępem przygotowań do startu okrętu. Z głośników dobiegł upragniony sygnał przekazu wideo. Alex czuł jak ręka drżała mu z podekscytowania. Opanował emocję i pewnie nacisnął przycisk wywołania transmisji. Na ekranie pojawiła się silna, spalona od słońca twarz pokryta siwym zarostem. Spojrzenie twarzy było pełne powagi, kiedy widzisz takiego gościa wiesz, że to musi wypalić. I wypali.
Tu kontrola stoczni orbitalnej „Hefajstion” Jesteśmy gotowi do rozpoczęcia procedury oddzielenia okrętu od statku matki. Czy przygotowania z waszej strony dobiegły końca?
Dziewczyna wystąpiła przed ekran i pewnym głosem odpowiedziała twierdząca. Nadszedł czas próby. Miałem już zaczynać, kiedy oczywiście pewien facet stojący po mojej lewej musiał wtrącić swoje trzy słowa. Nazywa się Tom Carter, ma 48 lat i jest świetnym specem od nawigacji i pilotażu. Ponadto zna się na sztukach walki i znakomicie posługuje się bronią. Warto mieć takiego przy sobie, kiedy zaczynają dopadać cię poważne tarapaty.
W przypadku załamania się połączenia neuronowego natychmiast sprowadźcie statek z powrotem do domu. Nie możemy pozwolić sobie na taką stratę.
Za takie teksty już dawno powinni cię wystrzelić w próżnię – odpaliłem, wiedząc że potraktuje to z przymrużeniem oka. Cholernie go lubiłem.
Buńczuczny łysol w mgnieniu oka odsunął się od ekranu z poważnym gościem. Zacierałem ręce gotów do działania. Mimo początkowych protestów załogi całego projektu, tylko ja i Carter wiedzieliśmy, że aby wyprowadzić tego kolosa potrzebna będzie absolutna kontrola nad systemami statku. Jeden błąd spowodowałby minimalne uszkodzenia które mogłyby przesądzić o losach całej wyprawy.
Za chwilę uruchomię połączenie i możemy ruszać na Pandorę! - Swoją wypowiedzią udało mi się nieco rozluźnić atmosferę na pokładzie, ale mina na ekranie pozostawała niewzruszona.
Poważny pan nawet nie próbował udawać, że nie do końca ufa połączeniu neuronowemu mojego projektu. To było dzieło mojego życia. Pozwalało w mało inwazyjny sposób, to jest bez naruszania tkanki nerwowej ustanawiać stałe połączenie z elektronicznymi urządzeniami znajdujący się na pokładzie statku. Cat ( tak przezywamy Catherinę od chwili kiedy dołączyła do tego projektu )
uważała, że jakbym urodził się w czasach kiedy istniał internet, byłbym panem świata. Prawdę mówiąc chyba nigdy nie wpadłby mi do głowy równie szalony pomysł.
--Zapewniam, że mój wynalazek jest w 100% niezawodny. Testowałem go na na kilku
urządzeniach z dobrym skutkiem. Z łatwością zaprogramowałem nim lodówkę!
Poważny pan nie wytrzymał, więc aby wyjść z twarzą postanowił szybko zakończyć rozmowę:
Bardzo zabawne panie Alex. Ja i załoga stacji życzymy powodzenia.
Wszystko pójdzie gładko, jeśli będzie się pan częściej uśmiechał.
Rozmowa dobiegła końca. Obróciłem fotel w kierunku naczelnego mechanika, mojego zastępcy w momencie „odlotu”
Jakby sprzęt szlag trafił, masz doprowadzić ten złom na Pandorę, rozumiesz?
Jasnoskóry blondyn wyszczerzył zęby i odpowiedział w stylu, jaki zawsze od niego oczekuję w chwilach próby
Nie możesz zginąć dopóki wisisz mi kolejkę w barze
A no tak, zapomniałem... W takim razie jestem nieśmiertelny
Atmosfera się znacznie rozluźniła, a wiele jeszcze było do zrobienia. Spojrzałem na załogę poważnym wzrokiem dając do zrozumienia że pora zaczynać. Wszyscy zajęli stanowiska... i czekali na mój ruch.
Cat, nie przerywaj połączenia dopóki nie będzie bardzo źle. Mamy tylko jedną próbę
Postaram się...
Zabrałem się do roboty. Pewnym ruchem dłoni aktywowałem bufor neuronowy i kontroler ciągłości
połączenia. Oczywiście nie pokusiłem się aby uruchomić zabezpieczenia, które sam zaprojektowałem. Jak coś pójdzie nie tak, i tak wylecimy w powietrze bądź wyssie nas w próżnię.
Delikatnie wsunąłem prawą rękę w magistralę neuronową..
Inicjuje połączenie neuronowe z Pielgrzymem...
To był prawdziwy odlot. Miałem wrażenie jakby wyskoczył na wysokość kilometra z własnego ciała w ułamku sekundy. Podobne uczucie miałem przy pierwszych próbach, ale tutaj wrażenie było na potęgę...
Połączenie ustanowione w 50%...
Robiło się coraz ciekawiej...
Połączenie ustanowione w 75%...
W ostatnich chwilach mówiłem sobie – jak masz umrzeć, to zrób to w najbardziej zwariowany sposób jaki przyjdzie ci do głowy. Ale to nie był TEN dzień.
Połączenie ze statkiem ustanowione.
Przez chwilę nie bardzo rozumiałem co się ze mną dzieje. Komunikacja z jednym programem jest prosta, ale tutaj masz pod sobą cały chór programów - silniki, podtrzymywanie życia... wszystko pod ręką. Stałem się jednością ze statkiem. Coś podobnego nie doświadczył nikt poza mną. Wiedziałem że warto było spróbować, zaryzykować.. nic nie smakuje tak jak świadomość osiągnięcia sukcesu. To jest po prostu super. Widzisz świat tysiącami kamer jednocześnie, mógłbym zajrzeć pod spódnicę Cat, gdyby ją nosiła... bądź oglądać cały widzialny kosmos ze wszystkich stron naraz. Ale najlepsze było przede mną. Mogłem przemówić, nie otwierając własnych ust. Widziałem jak Cat przysunęła się do mojego ciała i zasłoniła moją twarz swoimi bujnymi, brunatnymi, kręconymi włosami. Teraz wiedziałem, że jednak jej na mnie zależy.
Alex, jesteś tam? Alex!!
Nie wiedziałem jak przemówić do dziewczyny.. postanowiłem użyć prostych słów.
Nic mi nie jest. Wygląda na to że połączenie jest bezpieczne i możemy kontynuować nasze zadanie. Pewnie chcielibyście wiedzieć jak to jest, ale naprawdę teraz nie ma na to czasu. Obiecuję wszystko powiedzieć jak wrócę, nie możemy zmarnować ani chwili.
Trzymam cię za słowo – Cat uśmiechnęła się niemal niezauważalnie
Przejąłem kontrolę nad całym statkiem. Zablokowałem dla reszty kontrolę nad statkiem w wypadku gdyby ktoś spanikował, chociaż wiem, że oni mi ufają. Wiedziałem, jak się za to zabrać i jak wyciągnąć tą krypę na zewnątrz. Mając do dyspozycji wszystkie systemy, nie było to takie trudne.
Inicjuje start głównego reaktora. Procedura standardowa.
Olbrzym zatrząsł się jednak nie odczuwałem tego na własnej skórze. Cieszył mnie jedynie widok poprawnych odczytów pracy reaktora. Przyjemny był ogromny przypływ energii przepływający przez obwody okrętu – po kolei uruchomiłem wszystkie układy tym samym uniezależniając się od stoczni. Statek zaczął żyć własnym życiem. Wnętrze pomieszczenia w którym przebywaliśmy rozświetliło się radosną łuną światła. Od razu lepiej to wyglądało, a miało być jeszcze lepiej.
Wszystkie układy w pełni sprawne, nie rejestruje żadnych usterek ani defektów. Możecie oddzielić łącze energetyczne i uwolnić statek
Przyjąłem. Zwolnienie okrętu za piętnaście sekund.
Czułem się jak ptak który za chwilę miał być uwolniony z klatki. Gdybym miał wtedy oczy, popłakałbym się ze szczęścia. Wszystko szło zgodnie z planem.
W końcu statek był wolny – zawisł w przestrzeni niczym bańka mydlana w powietrzu, z tym wyjątkiem, że nigdy nie opadnie na ziemię, trzymana przez niewidzialną rękę. Przyjrzałem się załodze: na ich twarzach widać było przejęcie i powagę – nie wiedzieli, że ja się dobrze bawię, a sami się martwili o los całego przedsięwzięcia. Skłoniło mnie to do zmiany nastawienia.
Nie rób sobie z tego jaj, Alex...
Byłem wolny. Teraz trzeba było tylko ruszyć naprzód.
Zapłon silników pomocniczych za dziesięć sekund
A po chwili...
Silnik główny ciąg zerowy wprowadzam współrzędne trasy.
Rozumiem. powinniście otrzymywać odczyty dotyczące ewentualnych korekt
Nie są konieczne. Poradzę sobie i bez tego.
Carter omal nie rzucił się na moje ciało z pięściami gdy to usłyszał. Pierwszy raz widzę go w takim stanie. Od dawna uchodził za oazę spokoju,a teraz wybuchł niczym wulkan.
Alex, oszalałeś?! Zabijesz nas wszystkich!! Nie masz pra...
Na szczęście Mat zachował zimną krew i zatrzymał Toma zanim ten zdołał mnie dorwać.
Zostaw go, on wie co robi! Nie jest żółtodziobem, wie... wie co robi! Przestań się szarpać!
Carter w końcu przestał się wyrywać Matowi. Wcale jednak nie by spokojniejszy.
Idiota! On nas zabije! Przejął kontrolę nad statkiem i myśli że nic mu nie może się stać! Trzeba było nie eksperymentować z połączeniem..
Wiedziałem co trzeba było zrobić. Upiorny jęk towarzyszył dziewiczemu startowi okrętu. Cztery kilometry stali i unobtanium powoli, acz pewnie zmierzało poza dok stoczni. Centymetr po centymetrze zmierzałem ku celowi. Nie było już odwrotu.
Ruszył... już po nas! - jęknął
Uspokój się Carter. Za chwilę będzie po wszystkim. Pamiętaj że tylko ty wierzyłeś od początku w to co robimy. Dlaczego teraz się zachwiałeś?
Cat nie mogła ukryć zaskoczenia. Reszta załogi także - Mat, Blake, Jessica. Nikt oprócz mnie nie wiedział, że Carter pomagał mi podczas budowy ulepszonego interfejsu neuralnego. Ale prawda kiedyś musi wyjśc na jaw, nawet w najmniej odpowiednim momencie
Tom, to prawda? Wiedziałeś? - Blake, niegdyś dowódca wojskowy, obecnie dowódca bez armii, postanowił przeżyć przygodę życia na pokładzie „Pielgrzyma”. Wydawał się najmniej zdziwiony tą szokującą wieścią, choć sam nie ufał tej technologii najbardziej ze wszystkich. Żywy dowód na to, że choćbyś znał człowieka przez połowę swojego życia, i tak jest zdolny cię zaskoczyć, i to nie jednokrotnie.
Carter czuł się zobowiązany do udzielenia wyjaśnienia... pot obficie spływał mu po skroniach na koszulę w bananopodobnym odcieniu
Tak, to prawda. Wspólnie budowaliśmy interfejs.. nie chciałem wam nic mówić, abyście nie zadawali pytań.. ja nie chciałem odpowiadać, ani Alex.. nikt tak naprawdę nie wierzył w działanie tego urządzenia, dlatego trzymaliśmy wszystko w tajemnicy. Teraz już nie musimy nic ukrywać, bo urządzenie działa świe...
W takim razie dlaczego dlaczego rzucasz się na Alexa? - Brązowe oczy Cat przybrały gniewne spojrzenie, nierozsądnie byłoby owijać teraz w bawełnę. Tom wcale nie uśmiechał się na myśl o tym, że jest przesłuchiwany przez kolegów z którymi pracuje od paru dobry lat.
Nie musiał jednak tego robić, bo nareszcie mogłem oznajmić załodze i całemu światu:
Pielgrzym pomyślnie opuścił Hefajstiona! Jesteśmy gotowi przyjąć na pokład kolonistów.
I ruszyć na Pandorę... westchnęła Cat
Miło było usłyszeć słowa podziękowania całej załogi po tylu latach wytężonej pracy...
Odłączenie od interfejsu przebiegło pomyślnie. Nie wystąpiły żadne komplikacje których się spodziewałem ja i Carter. Przez resztę dnia oglądaliśmy jak księżycowe promy przenosiły do ładowni Pielgrzyma kolejne rzesze kolonistów. W końcu koledzy rozeszli się aby świętować na stacji sukces, lecz ja i Cat zostaliśmy na pokładzie aby przyglądać się jak statki z pogrążonymi w głębokim śnie ludzi z lekkością przecinają kosmiczną pustkę. Nigdy więcej nie przyjdzie nam oglądać takich widoków.
Cat odwróciła się w w moją stronę. W jej spojrzeniu było coś czego nie rozumiałem aż do tej pory, coś nieuchwytnego i obcego dla mnie. Aż do tej chwili. Teraz wiedziałem, że to spojrzenie wyraża wdzięczność. Za to co zrobiłem dla niej. Dla załogi. Dla całej ludzkości. Ona kontynuowała dzieło swojej matki, ja – tworzyłem własne dzieło. Spoglądaliśmy dłuższą chwilę na siebie. Widziałem jak z jej oczu uroniła się niewielka łza.. łza wdzięczności, łza ulgi. Objąłem ją w ramiona, w pełni rozumiejąc, co czuję. To była...
Alex, obudź się! Alex! - poczułem delikatne muśnięcie włosów na moim ramieniu. Powoli wracałem do rzeczywistości, świadom, że to był tylko sen. Wspomnienie dawnych czasów.
O, Cat miło że mnie obudziłaś!
Alex..
Pani doktor odepchnęła się od mojego łóżka w stronę włazu prowadzącego do mojej kwatery. Wiedziałem że zanim mnie opuści, spróbuje mnie wyciągnąć z mojego łóżka. Zawsze to robi, i choć strasznie tego nie lubię, nie potrafię tej kobiecie powiedzieć „nie” brak mi odpowiednich kwalifikacji.
Co tym razem chcesz mi pokazać? Wiesz że kompletnie nie rozumiem twoich dziwacznych eksperymentów bioinżynieryjnych...
A co powiesz na prezent?
Prezent.. to brzmiało kusząco.
Prezent? Dla mnie?
Alex... Nie bądź dzieckiem. Chodź za mną, to się przekonasz
Odpiąłem szybko pasy i ruszyłem za Cat. Po sześciu latach nudnej podróży przydaje się odrobina pozytywnych emocji.
Blake, Tom i reszta czekają na ciebie. Na pewno ci się spodoba
Ale co?
Przekonasz się w pewnym sensie.. na własnej skórze.
Na własnej skórze? Co to może znaczyć? Przecież dzisiaj nie wypadają moje urodziny...
Od Autora: To jest jedynie wstępna wersja pierwszego rozdziału, z raczej ubogą szatą opisową. Czekam na wasze opinię ;P
#24
Napisano 12 kwiecień 2010 - 19:20
Masz talent, niewątpliwie. Ja nie mam zastrzeżeń oprócz kilku literówek. Trochę wybija się z rytmu opowiadania ta część, gdzie Carter tłumaczy się kolegom i okazuje się, że współpracował przy tworzeniu interfejsu neuralnego. Coś mi tam fałszuje w tej melodii.
Swoją drogą , to jest taki pisarz jak Huxley - wzorowałeś się na nim? Może dużo go czytasz? Bo niedawno omawialiśmy w szkole fragment jego książki i styl wydał mi się trochę podobny
Ogólnie: 10/10 - lepszej pracy nie czytałem.
Albert Einstein
#25
Napisano 12 kwiecień 2010 - 19:44
Obecnie pracuję nad poprawieniem początkowych rozterek moralnych bohatera. Ostateczna objętość wzrośnie prawdopodobnie do 15 stron A4 ( Times New Roman 12' )
Ale cieszę się że się komuś podoba
#26
Napisano 24 kwiecień 2010 - 17:38

Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu. To, że po Koniunkcji Sfer ludzie nauczyli posługiwać się magią, jest przekleństwem i zgubą świata. Zgubą ludzkości. I tak jest. Ci, którzy uważają magię za Chaos, nie mylą się.
Yennefer z Vengerbergu do Ciri podczas nauki w Ellander.
#28
Napisano 24 kwiecień 2010 - 18:40

Magia jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu. To, że po Koniunkcji Sfer ludzie nauczyli posługiwać się magią, jest przekleństwem i zgubą świata. Zgubą ludzkości. I tak jest. Ci, którzy uważają magię za Chaos, nie mylą się.
Yennefer z Vengerbergu do Ciri podczas nauki w Ellander.
#33
Napisano 28 kwiecień 2010 - 00:50

"I guess it was never meant to be
But it's just something we have no control over and that's what destiny is
But no more worries, rest your head and go to sleep
Maybe one day we'll wake up and this will all just be a dream"
DeviantArt
Last.fm
#35
Napisano 29 kwiecień 2010 - 21:20
#37
Napisano 30 kwiecień 2010 - 09:09
11 Rozdzial to niekonczacy sie ciag dialogow z dodanymi do nich komentarzami. Dialogi maja to do siebie, ze przyspieszaja tempo akcji, w twoim przypadku jest to 25 kilometrowy sprint, co nie jest zbyt fajne.
Co wiecej, Na'vi tutaj za duzo gadaja, co nie pasuje za bardzo do ich natury. Oczywiscie, to twoje dzielo i ty bawisz sie w boga swojej Pandory
#38
Napisano 30 kwiecień 2010 - 09:57

"I guess it was never meant to be
But it's just something we have no control over and that's what destiny is
But no more worries, rest your head and go to sleep
Maybe one day we'll wake up and this will all just be a dream"
DeviantArt
Last.fm
#39
Napisano 30 kwiecień 2010 - 14:21
Użytkownik Genesis dnia 30 kwietnia 2010 - 09:09 napisał
Na to już nic nie poradzę, pisarz ze mnie kiepski i pod względem formy tak to już wygląda
Użytkownik Genesis dnia 30 kwietnia 2010 - 09:09 napisał
Tu już na prawdę cię nie rozumiem. Znaczy, że mają mieć ograniczone dialogi, bo "to nie pasuje do ich natury"? O_O
#40
Napisano 30 kwiecień 2010 - 15:01
Użytkownik Slavia Consesiao dnia 30 kwietnia 2010 - 15:21 napisał
A nom
Albert Einstein







Wszystkie prawa autorskie Avatar należą do 20th Century Fox